Od wielu lat interesowałem się BDSM i bawiłem z wieloma kobietami jako dominujący. Bardzo dużo satysfakcji daje mi dominowanie kobietą w łóżku. Jeszcze więcej widzieć jaką przyjemność to jej sprawia, jak ja zmienia i jak prawie zawsze chce więcej. Sporo eksperymentowałem z różnymi zabawami, gadżetami, fetyszami, zasadami i zadaniam. Trochę też z rolami i dirty talk. Przeważnie się to ograniczało do spotkań, czasem był to kilkudniowy wyjazd, ale zabawa ograniczała się do łóżka (albo kanapy, stołu, podłogi, tarasu, trawnika...). Z czasem zacząłem wprowadzać dominację zdalną - prosiłem o wykonywanie zadań czy wysyłanie mi zdjęć.
Po jakimś czasie zacząłem czuć wypalenie i przeszedłem pewien kryzys - "dlaczego ja to właściwie robię? Dlaczego ona na to się zgadza? Jaki jest w tym sens i cel? Czemu miałbym do niej tak mówić, albo za co właściwie daję jej klapsy?" Na poziomie zabawy, często bardzo instynktownej, albo eksperymentalnej, to sprawiało sporą frajdę obu stronom, ale nie niekoniecznie ze zrozumieniem czemu, a tym bardziej celu.
Drugi powód mojego kryzysu był z tożsamością i zrozumieniem własnych instynktów i potrzeb. Odkryłem że mam trochę sadystyczne zapędy, lubię lać tyłek, zgniatać i męczyć piersi, czasem bić po twarzy. W dużej mierze przez efektu jaki to wywierał na kobietach - odwrotny od oczekiwanego. Bardzo je to nakręcało i wprowadzało w uległy i podniecony stan. Mi to poczucie władzy i siły dawało wielką satysfakcję. Miałem też równolegle, z czasem coraz bardziej, instynkt opiekuńczy i dużo ciepła. Te dwie siły trochę się kłóciły mi w głowie. "Dlaczego mam ją zlać i męczyć żeby za chwilę ją tulić i pocieszać?".
Trzecia sprawa to zrozumienie uległych - czemu się na to godzą. Czemu tego potrzebują. Tyle się mówi o byciu wolnym i niezależnym, o szanowaniu kobiet, ich nietykalności i delikatności, więc czemu ograniczają swoją wolność i pozwalają się na własne życzenie męczyć? Nie rozumiałem do końca jaki mam na nie wpływ i jakie potrzeby realizowałem. Miałem dysonans - z jednej strony widziałem że były zadowolone, a wręcz kwitły, a z drugiej wydawało mi się że je krzywdę i wykorzystuję.
Sporo myślałem, edukowałem się, rozmawiałem z czatem aż w końcu lepiej to wszystko zrozumiałem i znalazłem większy sens w tym wszystkim. Po czasie zrozumiałem że kobiety potrzebują nie tylko zabawy ale czegoś więcej - męskiego prowadzenia i przejęcia kontroli i odpowiedzialności. Bardzo je to podniecało i uwalniało. Nie chcą być kobietami jakimi chcą żeby były okładki kolorowych magazynów - silne, zaradne, z sukcesami, konkurujące i wygrywające z mężczyznami. Chcą być słabe przy silnym mężczyźnie, który się o nie zatroszczy, zadba i doceni. To daje im poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. Mając swoje miejsce u boku mężczyzny mogą dać od siebie dużo i będzie to dawało im spełnienie. Stąd pomysł wcielenia się w Pana Prowadzącego i stworzenia całej struktury dla uległej - zasad, zadań, treningu i nadrzędnego Celu - rozwijania się jako uległa i kobieta, stawania się bardziej ułożoną, spokojniejszą, ukierunkowaną, ale też seksualną.
Myśląc o swoich różnych sprzecznych potrzebach i osobowościach zrozumiałem że można wchodzić w różne role i mieć z tą samą osobą różne relacje. Robimy to codziennie - jesteśmy inni w pracy, w domu, ze znajomymi. Wpadłem na to że mogę te osobowości i temperamenty rozróżnić, ubrać w role i rozwinąć, zamiast cierpieć na dysonans. Mogę być wymagającym Panem, następnie bezwzględnym Katem, by na koniec stać się ciepłym i wrażliwym Opiekunem który przytuli i ukoi. Nazwanie i rozdzielenie tych ról i osobowości ułatwi mi w przeżywaniu jednej tożsamości bez konfliktu wewnętrznego, a Podopiecznej zrozumienie czego od niej w danym momencie oczekuję i czego może oczekiwać ode mnie. Stąd pomysł na Role.
Ważne w tej drodze była też potrzeba zorganizowania osobnego miejsca do zabaw. Nie chciałem robić tego w domu, chciałem mieć miejsce gdzie mogę się odciąć od swojej codziennej tożsamości i wejść w inny świat. Z czasem mnie było stać na zakup mieszkania gdzie chciałem w jednym pokoju urządzić studio BDSM. Po rozmyślaniu o Rolach i różnych zabawach stwierdziłem że całe mieszkanie będzie takim studiem - osobnym światem, początkowo nazwanym Domem.
Kolejny krok milowy to powieść Historia O, która jest kultowa
Jeżeli już doszedłem że chcę mieć osobne prywatne miejsce, w którym panują inne (moje) zasady, w którym kobiety mają uczyć się być lepszymi uległymi i kobietami, to w pewnym momencie wpadnięcie na to że powinien to być Instytut Przemiany stało się naturalne.
Wczesny pomysł przedstawiłem L i bardzo się jej spodobał